Jednym z zagrożeń, czyhających na osoby przebywające w lesie, a także spacerujące po parkach miejskich, łąkach czy sadach, są kleszcze i choroby przez nie przenoszone.
Wilgotne lasy, z paprociami, olchami, dzikim bzem są ulubionym miejscem ich bytowania - tam można je spotkać najczęściej.
Cykl rozwojowy kleszcza trwa ok. 2 lat i w tym czasie z larwy poprzez stadium nimfy powstaje postać dorosła. Aby przejść kolejne przeobrażenia, kleszcz musi napić się krwi kręgowca.
Kleszcze żyją w brudzie, żerują m.in. na ssakach - tych małych (np. myszy), jak i tych całkiem dużych (np. sarny). Dlatego w ich organizmach zazwyczaj jest wiele różnych patogenów chorobotwórczych dla człowieka, tj. bakterii (np. wywołująca boreliozę czy bartonellozę), wirusów (np. wywołujących kleszczowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych) czy pierwotniaków (wywołujących np. babesjozę). Jeśli kleszcz będzie żerował w skórze człowieka - przy okazji przekaże mu wszystkie te swoje „prezenty”.
Jedną z najczęstszych chorób odkleszczowych jest borelioza, jednak ze względu na fakt zainfekowania organizmu człowieka wieloma patogenami naraz, należałoby ją rozpatrywać raczej jako chorobę z Lyme, czyli zespół objawów wynikających z zakażenia organizmu różnymi drobnoustrojami równocześnie.
Występowanie koinfekcji odkleszczowych w boreliozie jest raczej normą, a nie wyjątkiem i z tego powodu leczenie samej boreliozy często jest mało efektywne.
Wiele osób chorych na boreliozę twierdzi, że nigdy u siebie nie zauważyło kleszcza. Trzeba wiedzieć, że postacią, która najczęściej zaraża boreliozą nie jest postać dorosła, a maleńka nimfa, której nie sposób dostrzec gołym okiem. Równie istotną informacją jest to, że nie znany jest bezpieczny czas żerowania zakażonego kleszcza w skórze człowieka, który nie doprowadza do zakażenia człowieka, gdyż badania w tym zakresie nie są jednoznaczne.
Obecnie nie jest także wiadome, jaka minimalna ilość bakterii przekazanych człowiekowi, może wywołać chorobę. W związku z powyższym nie można wykluczyć, że nawet krótki pobyt intruza w naszej skórze może poskutkować rozwinięciem się choroby.
Pierwszym objawem, który sygnalizuje boreliozę u części osób, jest typowy rumień o średnicy przynajmniej 5 cm, z blednącym od środka wnętrzem, czasami z lekko wypukłą obwódką. Niestety, objaw ten nie występuje u wszystkich chorych, a badania wykazały, że u osób narażonych na częstą ekspozycję na kleszcze, rumień występuje rzadziej, niż o u osób, które są narażone sporadycznie na kontakt z kleszczem.
Po wtargnięciu do organizmu człowieka bakterii, choroba może się rozwinąć już w ciągu kilku dni, ale równie dobrze, może do tego dojść po wielu tygodniach, miesiącach czy nawet latach, kiedy pojawiające się objawy trudno powiązać z ukąszeniem przez kleszcza. Borelioza zwana jest wielkim imitatorem, gdyż sugerować może istnienie wielu innych chorób. Zwłaszcza osoby z boreliozą w stadium późnym prezentują czasami bardzo szeroki i różny wachlarz objawów oraz często są mylnie leczone - w dodatku rzadko z zadowalającym efektem - z powodu innych chorób.
W Polsce wg oficjalnych statystyk zapadalność na boreliozę wynosi 9 -10 na 100.000, ale jak sami eksperci z Państwowego Zakładu Higieny twierdzą, te dane są zaniżone nawet dziesięciokrotnie - takie wnioski bowiem można wysunąć porównując sytuację epidemiologiczną w naszym kraju z krajami sąsiednimi. Według wspomnianych ekspertów, zaniżone dane wynikają z tego, że choroba nie zawsze jest zgłaszana do odpowiednich służb, które zajmują się sporządzaniem raportów i śledzenia sytuacji epidemiologicznej naszego kraju. Dzieje się tak, ponieważ pozytywne wyniki badań w kierunku boreliozy nie są zgłaszane przez wszystkie laboratoria odpowiednim stacjom sanitarno-epidemiologicznym w celu zebrania szczegółowego wywiadu. Szacunkowo można więc określić, że w Polsce rocznie zapada na boreliozę przynajmniej 40.000 osób.
Obszar Polski uznawany jest za endemiczny, co oznacza, że nie ma bezpiecznego miejsca, gdzie kleszcze nie są zarażone bakterią boreliozy, a brak przypadków tej choroby na tych terenach nie należy wiązać z jej niewystępowaniem, ale z tym, że jest ona nierozpoznawana. Aby zarazić się boreliozą, wcale nie trzeba wchodzić do lasu - zarażone kleszcze można spotkać w ogródku przydomowym, łące czy sadzie, a także parku miejskim (Chorzów, Pola Mokotowskie w Warszawie). Ocenia się, że odsetek zakażonych kleszczy w różnych rejonach Polski może wynosić nawet ponad 60%.
Borelioza jest stosunkowo niedawno opisaną chorobą, a jej obecna epidemia wynika raczej z coraz lepszych testów diagnostycznych, które pozwalają ją potwierdzić laboratoryjnie, niż z faktycznego rozprzestrzeniania się choroby. Niestety, istnieją problemy tak z jej diagnozowaniem, jak i leczeniem.
Powszechnie stosowany test ELISA stosunkowo rzadko potwierdza chorobę - jego czułość i swoistość jest zbyt niska. Z kolei bardziej wiarygodny test Western Blot, teoretycznie służyć ma jako test potwierdzenia wyników pozytywnych czy wątpliwych metodą ELISA. Taki sposób postępowania skutecznie zaniża faktyczną liczbę osób chorych na boreliozę. Niestety, sporo lekarzy jest przekonanych o tym, iż ta metoda jest wystarczająca do rozpoznania boreliozy - stąd można często usłyszeć opinię, że borelioza jest chorobą rzadko występującą.
Badanie Western Blot czy PCR weszło do użytku kilka lat temu - są to nowe metody, do których, niestety, część lekarzy odnosi się sceptycznie, mimo udokumentowanej przydatności w medycynie. Rodzi to kolejny problem - często osoba podejrzewająca u siebie boreliozę wykonuje jedno z tych badań i z wynikiem pozytywnym udaje się do lekarza, który jednak neguje wynik, podważa wiarygodność tych badań i swoje decyzje opiera się na negatywnym wyniku ELISA. Takie postępowanie uniemożliwia lub opóźnia rozpoczęcie właściwego leczenia.
Borelioza jest chorobą bakteryjną co oznacza, że powinna być skutecznie wyleczona przez antybiotyki. W leczeniu tej choroby istnieją jednak kontrowersje, dwa różne kierunki, lecz niestety, chorzy nie są o tym informowani podczas wizyty u lekarza.
Nurt oficjalny zakłada, że boreliozę leczy się szybko, łatwo i jednym antybiotykiem i po takim leczeniu osoba ma obowiązek być zdrowa, a to, co ewentualnie odczuwa po takim leczeniu, nazwane jest „zespołem poboreliozowym” i wymaga leczenia objawowego, np. stosowania środków przeciwbólowych czy przeciwzapalnych. Część osób nie wywiązuje się jednak z tego obowiązku; proponowane leki nie skutkują, w dodatku w badaniach serologicznych jest potwierdzenie aktywnej choroby, więc bywają one co kilka miesięcy pacjentami oddziału zakaźnego, gdzie przez kilka tygodni (zazwyczaj 2-4) stosowane jest leczenie boreliozy. Zadziwiające jest to, że taki schemat postępowania nie zmienia się, mimo, iż pacjenci stale wracają na oddział, poprawa po szpitalnym leczeniu nie jest długotrwała. Kiedy ktoś wreszcie zada sobie pytanie, co się takiego dzieje, że takie leczenie nie przynosi efektów? Gdzie tkwi tajemnica? Czy dany antybiotyk jest właściwy? A może jego dawka jest zbyt mała? A może to okres leczenia jest zbyt krótki?
Niestety, wraz z biegiem czasu, coraz trudniej jest uzyskać potwierdzenie laboratoryjne choroby, mimo trwających objawów. Osoby takie w zasadzie nie mają szans na prawidłowe leczenie, gdyż panuje powszechnie pogląd, że w dobie wynalazków, odkryć, w medycynie istnieją bardzo dobre testy na każdą chorobę i jeśli wyniki są negatywne, to należy zapomnieć o chorobie.
Nurt mniej oficjalny w leczeniu boreliozy opiera się na badaniach, które wykazały, że bakterie boreliozy wymagają stosowania kilku antybiotyków na raz o odpowiednio długiego leczenia ze względu na tworzenie form przetrwalnikowych, które mogą na nowo rozsiać chorobę po zbyt krótkiej kuracji. Taki sposób leczenia wymaga doświadczenia i zaangażowania lekarza prowadzącego oraz ścisłej współpracy z chorym ze względu na ryzyko powikłań długotrwałej, czasami wielomiesięcznej terapii.
Osoba chora powinna otrzymać od lekarza wszelkie informacje o stanie zdrowia i możliwościach terapii, aby na tej podstawie sama podjęła decyzję o sposobie leczenia. Niestety, w praktyce obowiązuje nurt oficjalny, gdzie nie ma miejsca na wątpliwości czy dyskusje z lekarzem. Źródłem kontrowersji w leczeniu jest brak testu, na podstawie którego można orzec o wyzdrowieniu. Często lekarze stosują jednak na zakończenie leczenia test ELISA i to jego wynikiem, a nie samopoczuciem chorego, kierują się przy decyzjach co do dalszego postępowania. Jest to podwójny błąd - ELISA jest badaniem przesiewowym i jako taka nie może służyć monitorowaniu leczenia, a poza tym laboratoryjnie nie można na razie potwierdzić końca procesu chorobowego - w tym wypadku kluczową rolę odgrywają objawy, samopoczucie chorego.
Całą sytuację komplikują wspomniane wcześniej koinfekcje odkleszczowe. To, że kleszcz przenosi nie tylko boreliozę, ale także np. erlichiozę, bartonellozę, babesjozę czy mykoplazmy, wynika z badań nad kleszczami oraz obserwacji weterynarzy. W oficjalnych statystykach w zasadzie nie ma w Polsce osób chorych na babeszjozę. Smutna to prawda, ale w Polsce dopiero kilka laboratoriów zauważyło problem i zaczyna interesować się badaniami w kierunku koinfekcji. W tym względzie nasi czworonożni przyjaciele mają o wiele lepszą sytuację, bo weterynarze są przygotowani tak na rozpoznawanie, jak i leczenie swoich podopiecznych w kierunku chorób odkleszczowych. Z obserwacji lekarzy, zajmujących się boreliozą wynika, że nie wystarczy leczyć samą boreliozę, ale trzeba także wziąć pod uwagę współistnienie innych patogenów, gdyż tylko takie podejście zwiększa szansę na powrót do zdrowia i wyleczenie boreliozy.
Stowarzyszenie Chorych na Boreliozę powstało na początku 2007 roku jako ruch chorych, dążących do zmiany w postrzeganiu chorób odkleszczowych. Mimo tego, że działa jeszcze krótko, liczy już dziś prawie stu pełnoprawnych członków i stale się powiększa przyjmując nowe osoby dotknięte chorobą oraz członków ich rodzin.
Wbrew obiegowym opiniom, borelioza oraz inne choroby przenoszone przez kleszcze, są chorobami spotykanymi dosyć często i bywają przyczyną wielu dolegliwości neurologicznych i stawowych. Jednak niedoskonałość testów diagnostycznych, które utrudniają diagnozowanie i monitorowanie leczenia, fałszuje właściwy obraz skali zagrożenia. Dodatkowo, nie wszyscy chorzy pamiętają ugryzienie przez kleszcza i nie u wszystkich pojawia się rumień wędrujący, będący jedynym stuprocentowo pewnym objawem zakażenia.
Nie zawsze objawy boreliozy występują natychmiast, czasami manifestują się nawet po wielu latach od ugryzienia przez kleszcza. Problemem, z którym borykają się chorzy jest niestety również postawa lekarzy, którzy uważają, że borelioza jest chorobą łatwą w leczeniu, więc zwykle ją bagatelizują. Stosują krótkie kuracje antybiotykowe, które w wielu przypadkach nie przynoszą żadnych efektów, a pacjentów zgłaszających się z pogłębiającymi się objawami boreliozy odsyłają do różnych specjalistów, w tym do reumatologów, kardiologów, neurologów, dermatologów, a nawet do psychiatrów.
Liczba chorych rośnie lawinowo. Spowodowane jest to zmianami klimatu, ciepłymi zimami i migracjami zwierząt. Problem tej choroby nie dotyczy wyłącznie pracowników leśnych. Zagraża ona dziś wszystkim: grzybiarzom, turystom, właścicielom zwierząt, dorosłym i dzieciom. Tym bardziej, że nie ma już w Polsce miejsc wolnych od zarażonych kleszczy a cały kraj został uznany za teren endemiczny.
Stowarzyszenie dąży do szerzenia wiedzy o chorobach odkleszczowych zarówno w społeczeństwie jak i środowisku lekarskim. Gromadzi fundusze na akcje edukacyjne, poszukuje sponsorów i dotacji celowych na druk plakatów oraz ulotek ostrzegających przed zagrożeniem i wskazujących drogę postępowania po ugryzieniu przez kleszcza. Stara się gromadzić i opracowywać materiały metodyczne oraz tłumaczenia anglojęzycznych opracowań zagranicznych specjalistów, którzy mają ogromną wiedzę i doświadczenie w leczeniu boreliozy. Zwróciło uwagę Ministerstwa Zdrowia na problem boreliozy w Polsce przygotowując zapytanie poselskie. Nawiązuje kontakty z różnymi organizacjami prowadzącymi podobną działalność oraz laboratoriami badającymi boreliozę i różne koinfekcje odkleszczowe. Dla swoich członków Stowarzyszenie organizuje spotkania i zjazdy, w trakcie których można porozmawiać z lekarzem lub podzielić się z innymi swoimi problemami i doświadczeniami. Planuje stworzenie punktów informacyjnych w kilku różnych regionach Polski, aby ułatwić chorym kontakt ze Stowarzyszeniem oraz znalezienie pomocy i wsparcia w ich miejscu zamieszkania. Negocjuje niższe ceny wizyt lekarskich i badań laboratoryjnych. Odpowiada na setki telefonów i maili, które przychodzą od wielu chorych szukających ratunku. Prowadzi stronę internetową www.borelioza.org, na której można znaleźć podstawowe informacje na temat choroby i Stowarzyszenia.
Zachęcamy do wstąpienia do Stowarzyszenia, ponieważ tylko silna organizacja może skutecznie lobbować na rzecz poprawy diagnostyki i leczenia oraz prowadzić skuteczne akcje edukacyjne i profilaktyczne.
Stowarzyszenie Chorych na Boreliozę uzyskało status organizacji pożytku publicznego.